Witam Was serdecznie po tak długim czasie!
Nie, nie zapomniałam o blogu, nie miałam o czym pisać, a druga sprawa trochę mi się nie chciało też. No, ale teraz postanowiłam podzielić się swoimi wrażeniami.
O co chodzi zapewne się zapytacie. Już tłumaczę.
Niestety od dziś zaczyna się moja przygoda z aparatem stałym, oczywiście na zęby. Nie mam jeszcze go założonego, dopiero miałam dzisiaj pierwszą wizytę, z której kilkanaście minut temu wróciłam. Pomijając fakt, że w ogóle nie wiedziałam, gdzie znajduje się gabinet i miałam problemy z dotarciem tam (oj, ja takie sieroctwo...). Postaram się szczegółowo opisać, co dzieje się na pierwszej wizycie. Może to komuś pomoże. Sama troszkę szukałam informacji, jak to jest, ale nikt nie dał szczegółów, tylko bardzo uogólniał, że nic mi się nie przydało, a wciąż się bałam. A więc tak...
Kiedy weszłam już do gabinetu, zdjęłam kurtkę, to dostałam dwie kartki, które musiałam wypełnić. Dane osobiste (takie podstawy, imię, nazwisko, pesel, adres, zgoda od rodzica lub opiekuna, jeśli ktoś jest niepełnoletni) oraz różnego typu pytania, jak:
- czy jesteś uczulona na metale
- czy robiłaś ostatnio jakieś tatuaże albo piercing
- czy masz problemy z oddychaniem przez nos
- czy byłaś ostatnio w szpitalu
- czy zażywasz jakieś tabletki
- czy miałaś usuwane jakieś migdałki
- czy jesteś chora na HIV itp
- czy byłaś wcześniej leczona u ortodonty
- czy w twojej rodzinie były podobne problemy z wadą zgryzu
To kilka przykładowych pytań, jakie tam były. Niestety więcej nie pamiętam. Dalej trzeba było podkreślić, czego oczekujesz od aparatu, np. wyprostować zęby. Druga karta to znów dane osobowe i podpisy pacjenta (czyli Twoje lub/albo opiekuna/rodzica).
Sama z początku nie wiedziałam, co zaznaczać w pewnych miejscach XD
Gdy już wypełniłam formularz weszłam do gabinetu, zostawiając kartki na biurku. Usiadłam na fotelu i przyszła ortodontka. Na początku zobaczyła, jak wyglądają moje zęby i tłumaczyła trochę, jak przebywają procesy leczenia. I nie, to nie chodziło konkretnie o mój proces leczenia, tylko mówiła ogólnie. Wytłumaczyła mi, jakim sposobem moje zęby są skrzywione i dlaczego mam taką wadę zgryzu. Dalej, kiedy zgodziłam się na robienie zdjęć i odcisków (?? nie pamiętam czy tak to się nazywa) przyszła druga pani i zwykłym aparatem porobiła najpierw moim zębom sesje zdjęciową XD do tego musiałam przytrzymać jakieś metalowe coś, które rozszerzały moje usta (?), a zęby były bardziej widoczne. To nic nie boli, oczywiście. Nie ma się czego bać. Dalej miałam robione odciski. Kiedy kilka lat temu miałam je robione u innej ortodontki, wspominam tą rzecz jako bardzo nieprzyjemną i pamiętam również, że chciało mi się wymiotować. Tym razem nie było tak źle. Nie miałam nawet żadnych odruchów wymiotnych, ani nic. Nie wiem czy pamięć mi tak zmieniła wspomnienia czy za pierwszym razem było faktycznie okropnie, mówiąc też, że wtedy byłam jeszcze małym dzieckiem, a te 'łyżki' były zdecydowanie za duże i dlatego miałam takie nieprzyjemne wspomnienia. Tutaj natomiast narzekać nie mogę. Wszystko sprawnie poszło. Pani nie trzymała długo tej łyżki z masą w moich ustach. Jedynie u góry dość mocno dociskała, co było małym minusem, ale nic więcej. Nawet nie czułam jakiegoś obrzydliwego smaku tej masy. A wierzcie mi... bałam się, jak nie wiem co. Moje nogi trzęsły się, jak galareta i nawet widziałam, że cały nie tylko fotel, ale też reszta części lampa i takie tam (nie wiem, jak je nazwać nawet XD) również trochę drżało XD
Później ta sama pani robiła mi również zwykłym aparatem zdjęcia. Z dwóch profilów również, z powagą i z mym brzydkim uśmiechem, aby było widać zęby. Dalej musiałam zdjąć naszyjnik (okulary również trzeba zdjąć, jeśli ktoś by je miał) i stanęłam przy maszynie. Zapewne wyglądałam śmiesznie, ale cóż zrobić... Lekko ugryzłam wystające coś, stojąc nieruchomo, kiedy to maszyna trochę się poruszyła, aby zrobić mi zdjęcie rentgenowskie (?). Później w innej maszynie również miałam robione zdjęcia, gdzie trzy, jakby... stabilizatory (? naprawdę nie wiem jak to się nazywa), dwa niestety lekko włożone do uszu, a trzeci dotykał, a może nawet trochę naciskał na chyba mostek nosa. Już nie pamiętam dokładnie gdzie. Maszyna znów robi zdjęcia, nic nie boli i jest okay. Choć za pierwszym razem to może być dziwna sytuacja i wszystko może przerażać, bo (jak to było w moim przypadku) to był mój pierwszy raz.
Po zrobieniu zdjęć, usiadłam znów na fotel i ortodontka kazała mi otwierać i zamykać usta. I w ogóle, mówiła do drugiej pani, która chyba wypełniała jakąś kartę, jak tam co wygląda i w ogóle. Nic złego. Potem tylko umawiała mnie na kolejną wizytę, gdzie zostanie omówiony mój proces leczenia.
Na początku bałam się, jak nie wiem, co! Mówię całkiem poważnie, że drżałam ze strachu, w ogóle byłam taka podenerwowana, bo nie wiedziałam, co i jak. A najbardziej bałam się tych odcisków, wycisków, huk wie, jak to nazwać. Ale na szczęście nie było tak źle, więc tutaj raczej nie powinniście się obawiać. Teoretycznie, bo oczywiście nie wiem, jak to będzie przebiegać u innych stomatologów (dobra nazwa?). Zapłaciłam za wizytę i wróciłam do domu.
Największą obawą, jaką mam teraz jest to, aby nie musieć niczego usuwać chirurgicznie. Moje wszystkie cztery ósemki są schowane i dopiero można było je zobaczyć na zdjęciu rentgenowskim. Także modlę się, aby nie było to konieczne, ale... chyba marne szanse, że mi się upiecze.
Na razie tyle, jeśli chodzi o pierwszą wizytę. Wszystko opisałam, co było robione także no... nic więcej nie dodam, bo napisałam po kolei, co się u mnie działo.
Na następnej wizycie będę miała rozmowę (chyba tylko rozmowę) z ortodontką, która powie mi jaki będę miała proces leczenia, jaki aparat, czy trzeba będzie coś usuwać i nie wiem, co jeszcze. Wszystko się okaże na wizycie.
Mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłam niektórym, jak wygląda taka wizyta. Większość chyba osób bardzo mówi/pisze ogólnie, że nie wiadomo, jak tak naprawdę to wszystko wygląda albo ja nie znalazłam nic takiego. Jeżeli będziecie mieli jakieś pytania - piszcie śmiało! Jeżeli będę znała odpowiedź, to na pewno odpowiem.
Przepraszam za wszelkiego rodzaju błędy i powtórzenia, jakie znalazły się w tekście.
Jeżeli wyjdę żywa z następnej wizyty to napiszę Wam, jak było.
Do zobaczenia!